Menu

Gryfnioki

Dwie nogi to za mało, żeby podbić świat.

Nie przegapić starości

cerralke

Przyznaję, że przegapiłam starość właściwie wszystkich swoich zwierząt. Zupełnie umknął mi proces. Jednego dnia były zdrowe, następnego ledwo się ruszały, wreszcie odchodziły razem z kawałkiem mnie.

Tak było z Lusią. Owszem, miała nużycę, ale poza tym była zdrowa. Nagle jednak przestała wychodzić z gniazda, trafiać do słoika-toalety, a wyprawy do misek odbywała boleśnie powoli na powykręcanych reumatyzmem łapkach. Wkrótce umarła.

Tak było z Gackiem. To był wiejski kocur, sterany w bojach i owszem, utykał, kieł miał złamany, uszy potargane, ale te szkody powstawały niezależnie od jego wieku. Pamiętam, że kiedy po raz ostatni jadł karmę w domu stwierdziłam, że jest jakiś chudy, że może pójdziemy wkrótce do weterynarza. On jednak wyszedł i nie wrócił już nigdy, łamiąc nam wszystkim serca w ten okrutny, koci sposób.

Tak było z Ferem. Jednego dnia miałam wspaniałego, ukochanego szczura, następnego ten szczur miał straszne problemy z chodzeniem i bolesność kręgosłupa, której nikt nie raczył zdiagnozować, a po tygodniu już nie żył. Odszedł, chociaż zaklinałam śmierć, by zmieniła zdanie, zostawił mnie z czarną rozpaczą i poczuciem winy, które dręczy mnie po dziś dzień.

Brian zaczyna się starzeć. Obserwuję go, czuwam, czekam. Nie chcę po raz kolejny przegapić starości i nie wiem, czy robię dobrze, bo zaczynam już czuć delikatne kłucie, zapowiedź przyszłego bólu. Widzę rzeczy, które umknęły mi u Lusi, Gacka i Fera. Widzę, że bieganie po pokoju nie jest już takie fajne jak zwijanie się na kolanach albo w polarowym hamaczku. Widzę, że "małpi gaj" w klatce, pełen lin, sputników i kładek, zaczyna sprawiać problemy mojemu koszatowi. Widzę, że to zwinne jak sam diabeł stworzenie, unika już zeskakiwania z łóżka, woli zejść ostrożnie po nodze lub ręce. Ostatnie trzy próby wskoczenia z ziemi na tapczan, coś co kiedyś było banalne i udawało się zawsze, skończyły się fiaskiem.

Moja koszatniczka dopiero zaczyna się starzeć. Właśnie skończyła pięć lat. Na swoje urodziny dostała mostek z korą i duże półeczki z surowego drewna. Wkrótce chyba dostanie polarowy domek. Widzę, że te prezenty sprawiają Brianowi radość.

Dopuściłam do siebie w pełni myśl, że Brian zestarzeje się i umrze znacznie szybciej niż ja. Wcale nie jest mi z tym łatwiej. Boję się. Coś mnie aż uciska w sercu, gdy na niego patrzę, ale to nieważne. Ważne, że chociaż raz nie przegapiłam starości swojego zwierzęcia. Zamierzam ją celebrować, zamierzam je wspierać, zamierzam cieszyć się każdym dniem, który nam został.

Życzę tego wszystkim właścicielom, których zwierzęta są stare lub się starzeją. Gdyby to coś dało, życzyłabym ich podopiecznym wiecznej młodości, ale to niemożliwe, to brzmi wręcz jak herezja.

W końcu musimy zapłacić za to, że dano nam szczęście mieć i kochać zwierzę.

IMG_00642

© Gryfnioki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci