Menu

Gryfnioki

otoczeni życiem

Więźniowie ogrodu

cerralke

Pamiętacie wpis, poświęcony rozmowie adopcyjnej? Wspomniałam w nim, że niektóre fundacje wymagają od potencjalnych właścicieli psów posiadania... ogrodu. I chociaż ów pogląd jest pozbawiony jakichkolwiek podstaw, dość powszechnym przekonaniem jest, że pies, zwłaszcza duży i aktywny, po prostu ogródka wymaga. Tymczasem przydomowy kawałek zieleni jest przyczyną nieszczęścia ogromnej rzeszy zaniedbanych intelektualnie i emocjonalnie zwierząt.

Pies jest zwierzęciem jedynym w swoim rodzaju, bo żadne inne zwierzę nie ma tak głęboko zakorzenionej chęci współpracy z człowiekiem. Ów zapał oczywiście waha się, zależnie od rasy, ale nawet najbardziej niezależny pies wciąż jest mocniej nakierowany na człowieka niż najbardziej oddany kot. To właśnie z chęci współdziałania z człowiekiem bierze się słynna psia inteligencja bo pod względem zdolności rozwiązywania problemów i pojmowania świata pies nie jest mądrzejszy od przykładowo szczura czy koszatniczki.

Jeżeli rozważamy więc, gdzie jest najlepsze dla psa miejsce, odpowiedź brzmi - tam, gdzie jest jego człowiek. Można śmiało postawić tezę, że pierwszy lepszy obszczekujący przechodniów zza płotu owczarek byłby tysiąc razy szczęśliwszy, mieszkając ze swoim człowiekiem w kartonie niż biegając po setkach hektarów równo skoszonych łąk.

Psy śpią co najmniej szesnaście godzin w ciągu doby. Cztery godziny pracy umysłowej i fizycznej zmęczy natomiast najtwardszego z nich. Pozostałe cztery godziny poświęcają na jedzenie, toaletę, żucie różnych przedmiotów, opcjonalnie kładzenie się w przejściu i patrzenie na właściciela. Wydaje się więc, że nawet pies, mieszkający w ogrodzie, przy odpowiedniej dozie zainteresowania ze strony właścicieli, nie powinien cierpieć. Poniekąd jest to prawda. Problem w tym, że mało kto spędza na ogródku osiem godzin, szczególnie w taką uroczą pogodę jaką mamy teraz za oknem. Pies mieszkający w domu z rodziną będzie więc - szczególnie jesienią i zimą - spędzał ze swoimi ludźmi więcej czasu niż pies podwórzowy. Nie bez kozery natomiast wielu szkoleniowców wręcz ze swoimi psami sypia. Nic tak nie buduje więzi jak po prostu wspólne spędzanie czasu. Także gdy właściciel psa jest niedysponowany, pies ogrodowy niejako jest skazany na separację, no chyba że ktoś lubi z gorączką i cieknącym nosem przesiadywać w deszczu przed domem. Tymczasem nawet leżąc w łóżku można psu rzucić piłkę, pobawić się z nim szarpakiem, zagrać w prostą zabawę węchową lub po prostu nakłonić go, żeby walnął się pod kocyk i towarzyszył właścicielowi w powolnym wracaniu do siebie.

Nie liczy się jednak tylko ilość czasu, ale też jego jakość. Niektóre psy sportowe mieszkają w kojcach, z których wychodzą tylko na ćwiczenia (model ten popularniejszy jest za granicą, w Polsce bardzo wiele sportowych psów to najlepsi przyjaciele swoich ludzi), ale są to ćwiczenia intensywne, regularne i długie. Siedzenie z psem na ogródku to nie jest czas poświęcany psu. Zwłaszcza jeżeli mamy rasę aktywną, pracowitą, jak psy zaganiające (owczarki, border collie, corgi). Pies będzie najszczęśliwszy, jeśli zmusimy go do używania mózgu - spróbujemy go czegoś nauczyć (nawet nie musi się nam udawać, chociaż lepiej, żeby tak było), nagrodzimy go zabawą. Bardzo wiele psów, zostawionych samych sobie, postanowi przejść na samozatrudnienie i odnajdzie swoje życiowe powołanie w obszczekiwaniu przechodniów, dewastowaniu ogródka, polowaniu na inne zwierzęta lub - w wariancie pesymistycznym - agresji, która może objawić się w najmniej spodziewanym momencie. Większość tragicznych wypadków w rodzaju zagryzienia niemowlęcia przez psa łączy nie tyle rasa winowajcy, jak to się często przyjmuje, ale właśnie zaniedbanie zwierzęcia, które znalazło sobie nieakceptowalne wśród Homo sapiens zajęcie.

Zupełnie osobną kwestią są spacery. Podobnie jak psa podwórzowego i psa domowego dzieli pod względem zachowania i więzi z właścicielem ogromna przepaść, tak jest wielka różnica między psem, który na spacery wychodzi i takim, który nie wychodzi. Stwierdzenie, że pies "się wybiega" na ogródku jest bzdurą totalną. Ogródek jest dla psa ciekawy przez krótki czas, dopóki nie pozna w nim każdego krzaczka. Wtedy w rozumieniu zwierzęcia staje się takim trochę większym przedpokojem bez dachu. Pies wywodzi się od wilka, zwierzęcia które przebywało noc w noc długą drogę w czasie polowania i też potrzebuje czasem wyjść poza obszar swojej "nory". Węszenie po chodniku, wycieczki w nowe miejsca, ganianie owadów na obcej łące - to są rzeczy, które bardzo mocno stymulują psa, sprawiają że jest on inteligentniejszy, mniej chętnie ucieka (no bo po co?) i znacząco poprawiają zachowanie zwierzęcia, którego mózg ma okazję zmęczyć się czymś innym niż wykopywanie grządek.

Oczywiście znaczenie mają różnice osobnicze czy rasa psa. Psy hodowane do samodzielnej pracy, jak kaukaz, akita, moskiewski stróżujący lub anatolian, oczywiście lubią ludzką atencję, ale nie jest im ona niezbędna do szczęścia. Ich zadaniem jest pilnowanie terenu, to traktują jako swoją pracę i służbę człowiekowi. Inna sprawa, że nie znam odpowiedzialnego właściciela kaukaza, który nie spędzałby ze swoim psem mnóstwa czasu, bo inaczej ciężko byłoby przetłumaczyć zwierzęciu o aparycji niedźwiedzia i wrodzonej agresji, że ma usiąść, kiedy pan każe, a nie odgryźć mu rękę. Podobnie psy północne, chociaż nie lubią samotności, często - szczególnie zimą - wybywają pospać na dworze. Owczarek niemiecki, o naturalnym instynkcie stróżującym, jeśli tylko dać mu wybór, prawdopodobnie spędzi większość czasu przy swoim właścicielu, ale raz na jakiś czas wstanie i wyjdzie obiec ogród, by wrócić, gdy tylko się upewni, że wszystko gra. Skoro już mamy teren, niech sobie pies po nim biega, tylko pamiętajmy, że nie zastąpi on solidnego spaceru ani ludzkiego towarzystwa.

Niejako osobną sprawą jest to, jaki pies i kiedy może mieszkać na dworze. Generalnie psy bez podszerstka - boksery, amstaffy, dobermany i inne o króciutkiej szacie - po prostu nie mogą w naszym klimacie przebywać poza domem przez znaczną część doby. O ile na spacerze rozgrzeją się ruchem, o tyle spanie na zimnie lub palące słońce mocno im szkodzą. Powinno się też zdecydować raz a porządnie, czy pies ma mieszkać na dworze, czy w domu. Nie ma sensu brać zimą psa do mieszkania, bo skoro raz wyhodował sobie solidną okrywę włosową, w centralnym ogrzewaniu nie będzie czuł się dobrze albo zacznie linieć, by zaraz wrócić na dwór. Takiemu psu, jeśli ma dostęp do zadaszenia i porządnej, izolowanej termicznie budy, nic się nie stanie. Zwłaszcza szczeniakom ciągłe przenoszenie miesza w głowie, bo fakt że raz mogą być w domu, blisko właściciela, a raz nie, budzi w nich słuszną frustrację. Jeżeli serce kraja nam się, gdy pies moknie lub marznie, po prostu rozważmy, czy nie może mieć stałego legowiska choćby w przedpokoju.

IMG_00851

© Gryfnioki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci