Menu

Gryfnioki

otoczeni życiem

Gdzie Gryfnioki? Na diecie

cerralke

Ale to wcale nie z powodu głodowego osłabienia zniknęliśmy ostatnio z internetów, ale małej awarii, która mocno utrudniła Elementowi Ludzkiemu pracę nad blogiem. Przepadł mi mianowicie system, z nim zawartość twardego dysku, tym samym zaś wcale liczne pliki, również przeznaczone na bloga zdjęcia. Pokrzyżowało to wiele planów, na przykład foto wyzwanie, w którym startowaliśmy - Element jako fotograf, Brian jako model.

Na szczęście niewiele mamy czasu na łzy, bo u nas zawsze jest dużo do zrobienia. Trwa na przykład nasza wieczna wojna z brianowymi boczkami, bowiem jak na stworzenie gatunku, który podobno nie tyje i nie ma tendencji do obżerania się, Brian wywołuje nieco zbyt wiele komentarzy na temat tego jak wspaniale jest odkarmiony. Uznaję zresztą panujące w koszatniczkowym środowisku przekonanie, że gryzonie te powinny żreć, ile chcą, za objaw pewnego delikatnego zacofania. Pamiętam, że kiedy był ze mną Fero, w środowiskach szczurolubnych forsowano pogląd, że tłusty szczur to dobry szczur, bo nie zaszkodzi mu charakterystyczny dla małych zwierząt błyskawiczny spadek wagi w czasie niespodziewanej choroby. Dziś miłośnicy szczurów mają w rękach badania - i bagaż własnych doświadczeń - twierdzące zupełnie inaczej. Dorosły szczur nie powinien sylwetką odbiegać od młodego szczura, jeśli ma być zdrowy. Nie widzę więc powodu, aby koszatniczka, za młodu posiadająca eleganckie wcięcie w talii, przypominała po dorośnięciu gruszkę na czterech łapach.

Pilnowanie diety przy koszatniczce to rzecz jasna konieczność, bo zwierzątka te nie powinny spożywać ani cukru, ani tłuszczu w przesadnych ilościach, a za to potrzebują naprawdę dużo błonnika. Wszelkie przysmaki są więc dozwolone w niewielkich ilościach, a naszym pierwszym krokiem do urody było wyeliminowanie ich całkowicie. Dieta Briana została obcięta do siana, dobrej jakości karmy i ziół. Żadnych zbóż, warzyw, owoców czy orzechów. Pilnuję też, aby nie dokarmiał go nikt inny. Równocześnie zwiększyłam Brianowi dawkę ruchu, ale to wszystko okazało się dalece niewystarczające i jego wyśrubowana waga, po początkowym spadku w dół, natychmiast zaczęła wracać do pierwotnego stanu.

Niewielu było kandydatów, powodujących tycie, szybko więc wytypowałam, że winna jest karma i zaczęłam pracować nad tym elementem diety. W pierwszej kolejności zabrałam miskę, co może nie przyniosło efektu tam, gdzie chciałam, ale zdecydowanie zmieniło behawior Briana na lepsze. Bestia nie broni już jedzenia tak wściekle jak kiedyś, skoro nabrała przekonania, że nie jest ono jakimś ogromnym dobrem do zawłaszczenia (miską) tylko czymś, co można znaleźć w ściółce. Później obcięłam solidnie rację żywnościową - i tu już efekty okazały się naprawdę dobre. Podążyliśmy dalej tą drogą.

Obecnie jesteśmy na etapie, kiedy Brian nieograniczony dostęp ma tylko do wody i siana, karmę i zioła w klatce dostaje w minimalnych ilościach, a sporą część porcji otrzymuje z ręki w czasie wybiegu, co po pierwsze sprzyja naszemu kontaktowi, a po drugie mocno go ożywia. Udało się nam nawet wypracować kilka prostych sztuczek. Wydaje mi się, że bardzo powoli, ale wkraczamy na dobrą drogę. Chociaż Brian obecnie ma na sobie więcej luźnej skóry niż tłuszczu wciąż nie wygląda do końca tak, jakbym sobie tego życzyła. Niemniej zastosowana przez nas dieta na pewno nie szkodzi jego zdrowiu, a wręcz przeciwnie i choćby tylko dlatego będziemy się jej trzymać.

img_0065_1_by_theburningtree-daknit2

© Gryfnioki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci