Menu

Gryfnioki

otoczeni życiem

Gryzoń z charakterem

cerralke

Nie znam właściwie nikogo - ze mną-sprzed-koszatniczek włącznie - kto zwracałby uwagę na charakter małego zwierzątka domowego takiego jak gryzoń, ptak czy choćby fretka albo królik. Coś, czemu poświęcamy tak wiele namysłu, gdy mowa o kocie, psie czy koniu, zdaje się według większości ludzi zupełnie nie istnieć u mniejszych zwierząt, chociaż część gryzoni nie odbiega wcale inteligencją od psa. Z jednej strony to rozumiem. Gryzoń to tylko gryzoń i zawsze jakoś sobie z nim poradzimy, bo w końcu jest mały. Gorzej z dziećmi. Gorzej jeśli nie mamy ochoty sobie radzić. Gorzej jeśli jesteśmy nieodpowiedzialnymi debilami, nieświadomymi tego, że małe zwierzę tak jak duże ma swój charakter, a niekiedy wręcz problemy behawioralne.

Znając charakter Briana, rozumiem po trochu dlaczego tyle razy wracał z adopcji. Biorąc gryzonia, jeszcze co gorsza dla dzieci, oczekujemy miłego, nieabsorbującego zwierzątka, które będzie sobie siedziało w klatce. Natomiast Brian jest istotą nader skomplikowaną. Szczerze mówiąc, nie przychodzi mi na myśl żadne inne domowe zwierzę o tak skomplikowanej, pokręconej i niekiedy sprzecznej charakterystyce. Ja na pewno nigdy takiego nie miałam.

Długo by wymieniać, co uczyniło nasze pierwsze dwa wspólne lata małym piekiełkiem, a następne szalenie ciekawym doświadczeniem. Postanowiłam ograniczyć się do listy trzech najtrudniejszych cech.

1. Dotknij, to ci wpierdolę. Nie ma nic niezwykłego w tym, że koszatniczka nie lubi być trącana w zadek - zadek jest święty, bo to jemu się obrywa przy manifestowaniu hierarchii. Natomiast drobny kłopot pojawia się, gdy koszatniczka nienawidzi być dotykana w ogóle, nie mówiąc o próbach unieruchomienia na dłużej niż sekundę. I kiedy zamiast ostrzegać, uciekać lub robić cokolwiek w miarę miłego, po prostu z dziką zajadłością się rzuca z zębami.

2. Kosz do człowieka, nudno mi. W idealnym świecie, koszatniczka ma godzinę wybiegu, po którym jest ciężko zmęczona i cichnie na jakiś czas. Dla Briana godzina wybiegu nie znaczy nic. De facto trzy minuty wystarczą na obiegnięcie pokoju i sprawdzenie, czy wszystko jest w porządku. Potem kosz zaczyna się nudzić, gryźć rzeczy, włazić na człowieka, dostawać się w niebezpieczne miejsca. Paradoksalnie problem zmniejszył się, gdy Brian został singlem, bo stał się jeszcze bardziej proludzki niż był i teraz da się z nim coś robić. Uczymy się więc prostych sztuczek, wyciszamy gdy emocje zbytnio wzrosną i tym podobne. Koszatniczka wreszcie jest zmęczona i usatysfakcjonowana, ale znalezienie złotego środka zajęło mi lata. Nie wspominając o tym, że wymaga on jednak ode mnie dużego zaangażowania przynajmniej na czas wybiegu.

3. Umrzyj a nie daj się. Nie uwierzylibyście, jaka zajadłość tkwi w tym małym ciałku, nieważne o co chodzi - czy o wyrwanie się z uchwytu u weterynarza, przegryzienie mebla, odsunięcie kartonu, wepchnięcie gdzieś, wejście na upatrzoną (zwykle niebezpieczną) miejscówkę. Brian to kamikaze w stylu "najpierw robię, potem myślę, na końcu patrzę". Jak biegnie to czasem prosto w ścianę, bo nie myśli o hamowaniu. Zapomnij o odsunięcio go skądkolwiek - co prawda jego czas od skrzeku do ugryzienia wydłużył się bardzo, ale wciąż może dziabnąć. Owinięta materiałem ręka też nie zadziała, bo Brian będzie z nią walczył aż się spoci i zacznie ciężko dyszeć - wiem, bo sprawdzałam. W dodatku niepowodzenia potęgują u niego frustrację, która prowadzi to wzmożonych wysiłków. Jednym słowem, Brian niewyobrażalnie się nakręca na często bzdurny cel. Jedyne, co można z tym zrobić, to zająć go na tyle, by takich celów sobie nie wynajdywał... albo odwrócić uwagę, co jest o wiele łatwiejsze, odkąd nauczyliśmy się mocnego przywołania.

Oczywiście, wiele z tych problemów udało się nam odpracować, dzisiaj bez strachu mogę zrobić z Brianem co zechcę, rodzina nie musi bać się o swoje palce i o ile nikt go nie drażni, nawet obcy są przyjmowani ze spokojem. Okazywanie zainteresowania i afektu jest wciąż koniecznością, co jest zupełnie naturalne dla zwierząt stadnych, zwłaszcza takich które chciałyby mieć towarzysza, a z drugiej strony gotowe są go zagryźć. Problem przesadnego nakręcania się rozwiązał w sumie fakt intelektualnej wyższości Homo sapiens sapiens nad koszatniczką, bo wystarczy zwyczajnie zająć ją czymś innym. Poza tym, gryzoń to nie jest bestia potrafiąca zagryźć człowieka. Niemniej warto zdawać sobie sprawę, że nawet puchate maleństwo, spoglądające na nas przez pręty kratki, ma swój charakter, może mieć swoje problemy... i trzeba nad tymi problemami się pochylić i je najzwyczajniej w świecie odkręcić, a nie stwierdzić, że dostaliśmy w swoje ręce wadliwy towar. Co sprowadza nas do mało spektakularnej, ale ciągle jakoś ignorowanej przez większość społeczeństwa konstantacji, że każde zwierzę to żywe stworzenie, a nie przedmiot, na który można dać jakąkolwiek gwarancję.

Brian2Dwa

© Gryfnioki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci