Menu

Gryfnioki

otoczeni życiem

Słoneczna sesja

cerralke

sun2

Nic tak skutecznie nie rozmiękcza koszatniczkowego mózgu jak słońce, zwłaszcza w środku zimy, gdy mieszka się w pokoju momentami równie zimnym jak andyjskie szczyty. Moje serce - jakby dla odmiany - rozmiękcza natomiast sukcesywnie rosnąca liczba "przajek netto" czy jak kto woli naszych obserwatorów na FB. Daleko temu jeszcze do stworzenia społeczności, ale nie będę ukrywała, miniony tydzień był dobry pomimo mojej znikomej aktywności.

sun3

Dzień Kota w Katowicach

cerralke

Tegoroczny 5 lutego w Silesia City Center dobitnie dowiódł, że zainteresowani kyno- i felinologią ludzie jak najbardziej na świecie są, tylko trzeba do nich dotrzeć. Takich tłumów jak na pokazie kotów rasowych, organizowanych z okazji tegorocznego Dnia Kota, nie widziałam nigdy, na żadnej wystawie. Koty, chociaż po kociemu nieco zniechęcone ludzkim bullshitem, stanęły na wysokości zadania, tak jak ich handlerzy, którzy prezentowali swych podopiecznych rozwrzeszczanemu, zbitemu tłumowi. Na porządku dziennym było głaskanie puszystych ogonów i podsuwanie kotom smartfonów pod nos. Największą furorę robiły oczywiście ogromne, przypominające rysie main coony.

5

VI Zimowa Wystawa Psów Rasowych ExpoSilesia

cerralke

Po niedzielnej wystawie psów, organizowanej przez oddział Będzin, a odbywającej się w Sosnowcu, stwierdzam że jednak wystawy w plenerze to jest to. Na hali było bardzo głośno, dość ciemno i zdjęcia mi nie powychodziły. :( Niemniej zważywszy temperatury (gdy wychodziliśmy z domu było -14 stopni), hala stanowiła jedyne sensowne, rozsądne i możliwe rozwiązanie.

W zasadzie nie mam żadnych uwag organizacyjnych, bo to co widziałam ogarnięte było bardzo dobrze i nawet półgodzinne opóźnienie oceny to nic strasznego. Jednak na wysokości zadania nie stanęli trochę sami wystawiający i odwiedzający też nie, widziałam bowiem wiele niezbyt fajnych sytuacji. Zupełnie niepojęte jest dla mnie jak w przypadku wystawy, gdzie wyraźnie jest oznaczona toaleta dla psów, można pozwalać dorosłemu zwierzęciu lać w środku albo narobić w przejściu i tego nie posprzątać. Gdy stałam przy ringu owczarków niemieckich, tuż za mną podstępnie nawalił jakiś pies i oczywiście odwracając się wlazłam w skarb - nie polecam. Kolejną sytuacją, jeszcze gorszą, było kiedy jakiś malamut użarł w twarz człowieka, chyba znajomego, nie wiem, bo stałam dość daleko. Polała się krew i wyglądało to bardzo groźnie.

Było też bardzo dużo odwiedzających i z jednej strony to miło, bo to znaczy że idea wystawy jako promocji kynologii się sprawdza, a z drugiej często wprowadzali straszny chaos. O ile przywykłam już do pań mówiących dzieciom: "zobaczy, jaki duży piesek" i inne takie, o tyle rodzice próbujący obfocić swe pociechy przy owych dużych pieskach, często budzących w pociechach grozę, to widok trochę śmieszny, a trochę straszny. Jestem też pewna, że byłam świadkiem zepsucia prezentacji co najmniej jednego psa, którego zaczepił jakiś gościnny czworonóg (nie wątpię, że gościnny, bo miał zupełnie nieprzepisową fryzurę) tuż przed wejściem na ring.

Sędziowie różni, czyli jak zwykle - jedny szli jak burza (whippety), inni drobiazgowo (ONy), niektórzy ostro bawili się w dentystów (pudle). Jesteśmy ogólnie usatysfakcjonowani. Brakowało mi atmosfery wystaw. Wiem już jak muszę podrasować sprzęt, a przede wszystkim że muszę pamiętać o zapasowej baterii jeśli zamierzam biegać z ciągle włączonym aparatem.

15181247

 

Gryzoń z charakterem

cerralke

Nie znam właściwie nikogo - ze mną-sprzed-koszatniczek włącznie - kto zwracałby uwagę na charakter małego zwierzątka domowego takiego jak gryzoń, ptak czy choćby fretka albo królik. Coś, czemu poświęcamy tak wiele namysłu, gdy mowa o kocie, psie czy koniu, zdaje się według większości ludzi zupełnie nie istnieć u mniejszych zwierząt, chociaż część gryzoni nie odbiega wcale inteligencją od psa. Z jednej strony to rozumiem. Gryzoń to tylko gryzoń i zawsze jakoś sobie z nim poradzimy, bo w końcu jest mały. Gorzej z dziećmi. Gorzej jeśli nie mamy ochoty sobie radzić. Gorzej jeśli jesteśmy nieodpowiedzialnymi debilami, nieświadomymi tego, że małe zwierzę tak jak duże ma swój charakter, a niekiedy wręcz problemy behawioralne.

Znając charakter Briana, rozumiem po trochu dlaczego tyle razy wracał z adopcji. Biorąc gryzonia, jeszcze co gorsza dla dzieci, oczekujemy miłego, nieabsorbującego zwierzątka, które będzie sobie siedziało w klatce. Natomiast Brian jest istotą nader skomplikowaną. Szczerze mówiąc, nie przychodzi mi na myśl żadne inne domowe zwierzę o tak skomplikowanej, pokręconej i niekiedy sprzecznej charakterystyce. Ja na pewno nigdy takiego nie miałam.

Długo by wymieniać, co uczyniło nasze pierwsze dwa wspólne lata małym piekiełkiem, a następne szalenie ciekawym doświadczeniem. Postanowiłam ograniczyć się do listy trzech najtrudniejszych cech.

1. Dotknij, to ci wpierdolę. Nie ma nic niezwykłego w tym, że koszatniczka nie lubi być trącana w zadek - zadek jest święty, bo to jemu się obrywa przy manifestowaniu hierarchii. Natomiast drobny kłopot pojawia się, gdy koszatniczka nienawidzi być dotykana w ogóle, nie mówiąc o próbach unieruchomienia na dłużej niż sekundę. I kiedy zamiast ostrzegać, uciekać lub robić cokolwiek w miarę miłego, po prostu z dziką zajadłością się rzuca z zębami.

2. Kosz do człowieka, nudno mi. W idealnym świecie, koszatniczka ma godzinę wybiegu, po którym jest ciężko zmęczona i cichnie na jakiś czas. Dla Briana godzina wybiegu nie znaczy nic. De facto trzy minuty wystarczą na obiegnięcie pokoju i sprawdzenie, czy wszystko jest w porządku. Potem kosz zaczyna się nudzić, gryźć rzeczy, włazić na człowieka, dostawać się w niebezpieczne miejsca. Paradoksalnie problem zmniejszył się, gdy Brian został singlem, bo stał się jeszcze bardziej proludzki niż był i teraz da się z nim coś robić. Uczymy się więc prostych sztuczek, wyciszamy gdy emocje zbytnio wzrosną i tym podobne. Koszatniczka wreszcie jest zmęczona i usatysfakcjonowana, ale znalezienie złotego środka zajęło mi lata. Nie wspominając o tym, że wymaga on jednak ode mnie dużego zaangażowania przynajmniej na czas wybiegu.

3. Umrzyj a nie daj się. Nie uwierzylibyście, jaka zajadłość tkwi w tym małym ciałku, nieważne o co chodzi - czy o wyrwanie się z uchwytu u weterynarza, przegryzienie mebla, odsunięcie kartonu, wepchnięcie gdzieś, wejście na upatrzoną (zwykle niebezpieczną) miejscówkę. Brian to kamikaze w stylu "najpierw robię, potem myślę, na końcu patrzę". Jak biegnie to czasem prosto w ścianę, bo nie myśli o hamowaniu. Zapomnij o odsunięcio go skądkolwiek - co prawda jego czas od skrzeku do ugryzienia wydłużył się bardzo, ale wciąż może dziabnąć. Owinięta materiałem ręka też nie zadziała, bo Brian będzie z nią walczył aż się spoci i zacznie ciężko dyszeć - wiem, bo sprawdzałam. W dodatku niepowodzenia potęgują u niego frustrację, która prowadzi to wzmożonych wysiłków. Jednym słowem, Brian niewyobrażalnie się nakręca na często bzdurny cel. Jedyne, co można z tym zrobić, to zająć go na tyle, by takich celów sobie nie wynajdywał... albo odwrócić uwagę, co jest o wiele łatwiejsze, odkąd nauczyliśmy się mocnego przywołania.

Oczywiście, wiele z tych problemów udało się nam odpracować, dzisiaj bez strachu mogę zrobić z Brianem co zechcę, rodzina nie musi bać się o swoje palce i o ile nikt go nie drażni, nawet obcy są przyjmowani ze spokojem. Okazywanie zainteresowania i afektu jest wciąż koniecznością, co jest zupełnie naturalne dla zwierząt stadnych, zwłaszcza takich które chciałyby mieć towarzysza, a z drugiej strony gotowe są go zagryźć. Problem przesadnego nakręcania się rozwiązał w sumie fakt intelektualnej wyższości Homo sapiens sapiens nad koszatniczką, bo wystarczy zwyczajnie zająć ją czymś innym. Poza tym, gryzoń to nie jest bestia potrafiąca zagryźć człowieka. Niemniej warto zdawać sobie sprawę, że nawet puchate maleństwo, spoglądające na nas przez pręty kratki, ma swój charakter, może mieć swoje problemy... i trzeba nad tymi problemami się pochylić i je najzwyczajniej w świecie odkręcić, a nie stwierdzić, że dostaliśmy w swoje ręce wadliwy towar. Co sprowadza nas do mało spektakularnej, ale ciągle jakoś ignorowanej przez większość społeczeństwa konstantacji, że każde zwierzę to żywe stworzenie, a nie przedmiot, na który można dać jakąkolwiek gwarancję.

Brian2Dwa

Zimowy Brian

cerralke

Chociaż cyferki nie kłamią i zintensyfikowane wybiegi oraz trawiasta dieta przyniosły efekt w postaci wagi 180g (po tygodniu obżartswa zaś odzyskanych 200g), zimą Brian wygląda głównie jak kulka. Czasami ma tak nastroszoną sierść, że muszę go obmacywać, czy aby nie jest wzdęty. :o Oczywiście ukochanym miejscem stały się okolice kaloryfera, które powodują rozmiękczenie gryzoniowego mózgu i ciała do stanu ciekłego. Także jeżeli zastanawiacie się, co robię gdy jest zimno i ciemno za oknem, to siedzę i czekam aż śpiąca w cieple kaloryfera koszatniczka łaskawie się obudzi.

IMG_0321

 

IMG_02951

 

© Gryfnioki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci